SZYBKIE STRZAŁY NA DOBRY POCZĄTEK „TO CZY TAMTO”
- Lato czy zima? Lato
- Optymista czy pesymista? Optymista
- Nowoczesność czy tradycja? Nowoczesność w oparciu o tradycję
- Bieganie stałymi czy nowymi trasami? Wolę biegać stałymi trasami
- Rower czy samochód? Samochód
- Dres czy garnitur? Garnitur
- Czasopismo branżowe czy książka fabularna? Czasopismo branżowe
- Praca zdalna czy stacjonarna? Stacjonarna
- Spotkania twarzą w twarz czy online? Zdecydowanie, twarzą w twarz
- Człowiek czy robot? Człowiek
- Praca w biurze czy na targach? Na targach
- Realizacje krajowe czy zagraniczne? Jedno i drugie! Nie ma dla mnie znaczenia, czy to klient krajowy czy zagraniczny. Każdego trzeba obsłużyć tak samo.
- Funkcjonalność czy estetyka? Funkcjonalność (ale w estetycznym opakowaniu 😉)
- Branża targowa czy inna? Branża targowa
- Przeszłość czy przyszłość? Przyszłość

Ciekawi nas w jakich czasach Pan dorastał i jak kształtowała się sytuacja na rynku pracy?
Dorastałem w drugiej połowie lat 60, natomiast studia ukończyłem w latach 70.
W tych czasach, funkcjonował tak zwany system stypendiów fundowanych. Rozpoczynając studia, student mógł nawiązać współpracę z zakładem pracy z określonego regionu (w moim przypadku była to Zielona Góra), który fundował jego stypendium. Po zakończeniu okresu nauki stypendysta był zobowiązany do „odpracowania” tylu miesięcy lub lat ile korzystał z pomocy finansowej. 1500 złotych, bo tyle wynosiło stypendium, była to całkiem przyzwoita kwota jak na tamte czasy, pozwalała ona na spokojny byt i skupienie się na nauce. System ten zapewniał przedsiębiorstwom możliwość zatrudnienia wykształconej kadry pracowniczej. Studenci natomiast, otrzymywali wsparcie finansowe podczas okresu nauki oraz mieli zagwarantowane zatrudnienie zaraz po studiach, co umożliwiało im zdobycie doświadczenia zawodowego. Tak jak wielu innych studentów skorzystałem z tego systemu, dzięki czemu jedne praktyki odbyłem na spawalni w fabryce wagonów, natomiast kolejne w firmie Lumel gdzie zostałem wtajemniczony w arkana sztuki kontrolowania energii elektrycznej, co było ściśle powiązane z kierunkiem moich studiów.
A jakie to były studia?
Elektryczne, gdyż planowałem zostać inżynierem elektrykiem, jednakże na tym etapie jeszcze nie wiedziałem, jaką chciałbym wybrać specjalizację. Wyższa Szkoła Inżynierska, na której studiowałem, miała bardzo krótką historię swego istnienia. Nasza grupa była dopiero jej drugim rocznikiem. Plusem był fakt, że nasi wykładowcy przyjeżdżali, z uczelni i ośrodków naukowych z całej Polski, co dawało nam szansę zapoznać się z różnymi punktami widzenia, metodami nauki i pracy. Podczas studiów korzystałem ze stypendium ufundowanego przez „Lumel”, zakład produkujący mierniki elektryczne. Temat zainteresował mnie do tego stopnia, że kiedy później pracowałem w Poznaniu, popołudniami uczyłem miernictwa elektrycznego w technikum. Bardzo miło wspominam ten okres w moim życiu zawodowym, pomimo iż trwał tylko 3-4 lata. Lubiłem uczyć, lubiłem pracę z młodzieżą, starałem się popierać teorię praktyką.
Czy wiedza wyniesiona z okresu studiów była pomocna w późniejszym okresie Pana kariery zawodowej ?
Pamiętam, jak jeden z naszych profesorów powiedział, że dobry inżynier powinien być również dobrym humanistą. Niby zaskakujące stwierdzenie, jednakże bardzo prawdziwe. Wiedza techniczna to zawód, natomiast wiedza humanistyczna ułatwia funkcjonowanie wśród ludzi, uczy ogólnej wiedzy o świecie, uczy umiejętności słuchania oraz wyrażania swoich myśli. Dlatego dużo czytałem, wręcz pochłaniałem książki jedna za drugą. „Traktat o moralności” Eugene Dupreel to książka, która odmieniła moje życie. Pomogła mi w rozwiązaniu różnych problemów z zakresu ogólnie rozumianych kontaktów międzyludzkich, co jest niezwykle istotne w prowadzeniu biznesu.
Czy to właśnie ta kombinacja wiedzy technicznej, zainteresowanie psychologią oraz ekonomią i biznesem doprowadziła do powstania Pana pierwszej firmy?
Sądzę, że tak. Chciałem również pracować na swoich zasadach, a nie dostosowując się do cudzych. Moją pierwszą firmą był zakład instalacji elektrycznych, w którym pracowały zaledwie dwie osoby. Wykonywaliśmy instalacje elektryczne w domach prywatnych oraz małych przedsiębiorstwach. Były to czasy kiedy pracy było sporo, natomiast ciężko było zdobyć potrzebne materiały. Trzeba było wykazać się inicjatywą i pomysłowością, aby zdobyć chociażby metr przewodu elektrycznego.
Czy stworzenie kolejnej firmy było łatwiejsze?
Różnica była kolosalna. Zakładając Meliński Minuth, wszedłem w gotową strukturę sprawnie funkcjonującego przedsiębiorstwa. Minuth była firmą z wieloletnią tradycją na rynku niemieckim. Wiele rzeczy przejąłem od wspólników, m.in. system ofertowania. Jako pierwszy w Polsce zacząłem robić oferty tak, jak się to robi dzisiaj. Do tamtego czasu ofertowanie w targach polegało na podaniu kosztu metra kwadratowego powierzchni stoiska. Jak wiadomo, koszt zabudowy targowej, zależy od koncepcji stoiska (czy stoisko jest parterowe czy piętrowe, z jakiego materiału jest wykonane itd.). Dzięki zdobytemu doświadczeniu wprowadziliśmy nowy sposób przygotowania ofert, zgodny z koncepcją a nie z powierzchnią stoiska.
W jaki sposób przeszedł Pan z branży elektrycznej do branży targowej?
Muszę przyznać, że był to całkowity przypadek. Dowiedziałem się od znajomego, że POLEXPO poszukuje elektryka znającego język niemiecki. Dodam tylko, że na ówczesne czasy, POLEXPO było największą firmą w Polsce specjalizującą się w zabudowie targowej. W ten sposób zostałem elektrykiem targowym. Przy realizacji jednego z wielu projektów targowych spotkałem prezesa niemieckiej firmy Minuth, który jak się okazało był naszym zleceniodawcą. Poprosił czy mógłbym dokonać pewnej modyfikacji w instalacji elektrycznej, a że zawsze staram się spełniać oczekiwania klientów to oczywiście zgodziłem się i w ten sposób nawiązała się pomiędzy nami nić porozumienia. Zostałem zaproszony do Berlina, gdzie miałem okazję zobaczyć jego firmę targową. W latach 1988 – 1992 byłem zatrudniony jako podwykonawca, natomiast w 1993 roku została założona spółka i tak powstała firma Meliński Minuth. W 1999 roku nastąpiły pewne niekorzystne zmiany u partnera niemieckiego, dlatego postanowiłem iść w swoim kierunku. Wykupiłem udziały wspólnika i w ten sposób Meliński Minuth przekształcił się w tylko polską firmę. Na szczęście nazwa pozostała ta sama.

Czyli warto uczyć się języków obcych? Jakimi językami obcymi Pan się posługuje?
Zdecydowanie tak. Jak widać na moim przykładzie, znajomość języka niemieckiego zadecydowała o mojej karierze zawodowej i miała ogromny wpływ na moje życie osobiste. W dzisiejszych czasach, dominuje język angielski. Dlatego zacząłem się go uczyć, aby móc się nim posługiwać chociażby w stopniu podstawowym. Liczne podróże zagraniczne oraz międzynarodowe środowisko pracy sprawiły, że nie mam najmniejszego problemu, aby komunikować się w języku angielskim.
Proszę nam zdradzić tajemnicę „długowieczności” firmy Meliński Minuth? Jaki sekret kryje się za sukcesem Pana firmy?
Odpowiem bardzo krótko – zapał, zaangażowanie i perspektywa. Gdy te cechy się połączą, można śmiało myśleć o budowaniu czegoś trwałego. Wierzę również, że wszystko da się osiągnąć, że nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia. Tym mottem kierowałem się podczas niejednego zlecenia. Przykładem może być realizacja szklanego mostu na targach motoryzacyjnych dla Renault. Pomimo, że wszyscy uważali, iż projekt jest niemożliwy do wykonania, ja zaproponowałem: „Spotkajmy się jeszcze raz, udowodnię, że jest to możliwe”. Efekt? Dziś zdjęcie tej realizacji zdobi jedną z czołowych prezentacji firmy, przypominając o sile wiary i determinacji.”

Jakie są minusy prowadzenia własnej działalności?
Prowadzenie działalności to nie tylko sukcesy, ale również wyzwania, z którymi trzeba się mierzyć na co dzień. „Bycie szefem” to obowiązek 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni telefon czy pojawi się pilna potrzeba. To nieistotne, czy jest to nagłe uruchomienie alarmu w firmie, czy nieplanowane wydarzenie podczas pracy na hali targowej. W branży targowej kalendarz świąteczny ustępuje miejsca nieustającej gotowości do działania. Jedynym prawdziwym świętem pozostaje Boże Narodzenie, ale już Sylwestra lub Nowy Rok nieraz spędziłem z pracownikami, w drodze do kolejnego centrum targowego. Jednakże pasja i satysfakcja z osiągnięć rekompensują te wyrzeczenia.
W dzisiejszych czasach powstaje wiele startupów, ale również sporo z nich szybko upada. Jak radzić sobie z kryzysami w prowadzeniu biznesu?
Należy wyznaczać sobie cele i konsekwentnie dążyć do ich realizacji, nie poddając się po pierwszych niepowodzeniach. Należy również pamiętać, że bycie liderem to odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za rozwój i motywację współpracowników, którzy są siłą napędową firmy i jej najcenniejszymi aktywami.
Pańskim zdaniem: „Na jakich wartościach opiera się funkcjonowanie firmy Meliński Minuth” ?
Wierzę, że są to: Uczciwość, Rzetelność i Pracowitość
Uczciwość to nie tylko przestrzeganie dotrzymania danego słowa – to fundament budowania relacji zarówno z pracownikami, jak i klientami. Transparentność w biznesie jest jak kręgosłup moralny, który pomaga stawić czoła pojawiającym się pokusom i niełatwym sytuacjom. Pracownicy, którzy podzielają te same wartości, tworzą atmosferę wzajemnego szacunku i zaangażowania w realizację powierzonych zadań. Ważne jest, aby branie i dawanie odbywało się w równowadze, a to pozwala firmie podążać naprzód.
Czy nazwałby Pan firmę Meliński Minuth firmą rodzinną?
Oczywiście. Firma powstała z myślą o mojej rodzinie, o zapewnieniu godnego życia mojej żonie i dzieciom. Tak prawdę powiedziawszy, ja jestem osobą medialną reprezentującą firmę, natomiast równie ważną rolę odgrywa moja żona Teresa, która mając wykształcenie ekonomiczne od lat zajmuje się finansami firmy. To właśnie ona, po dzień dzisiejszy, ściśle współpracuje z Działem Księgowości. Jestem przekonany, że bez jej udziału nie odniósłbym takiego sukcesu. Ktoś kiedyś powiedział: „Za każdym wielkim sukcesem mężczyzny, stoi mądra kobieta” – ja oburącz podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Drugą kobietą, która miała wpływ na rozwój firmy była moja córka Joanna. Wprowadzenie standardu ISO 20121 to jej zasługa. Uważa, że sposób zarządzania przedsiębiorstwem powinien się zmieniać i podążać za duchem czasu, że wysoka jakość oraz ochrona środowiska powinny być unormowane i przestrzegane przez wszystkie firmy. Zresztą jej wielką pasją jest działalność charytatywna oraz dobroczynność. Asia nie potrafi nawet sobie wyobrazić, jak można być mieszkańcem tej planety i o nią nie dbać. Niewielu wie, że założyłem jeszcze jedną spółkę o nazwie BTL Polska Sp. z o.o., która działa w świecie multimediów. Obecnie zarządza nią mój syn Mateusz, z którym niejednokrotnie współpracuję. Poza moją najbliższą rodziną w Meliński Minuth pracowali lub nadal pracują inni członkowie rodziny, zarówno tej dalszej jak i tej bliższej (nie będę wymieniać ich imion, nie wiem czy RODO mi na to pozwala 😉). Zresztą, spora część pracowników firmy jest z nią związana od wielu lat (nawet kilkudziesięciu), dla mnie stanowią oni moją „przyszywaną” rodzinę.
Co wyróżnia Meliński Minuth na tle konkurencji?
Przede wszystkim wyróżnia nas wysoki poziom obsługi klienta. Prowadzimy każdego klienta przez cały proces realizacji stoiska targowego, od powstania projektu i pierwszych wizualizacji, aż po protokół zdawczo-odbiorczy gotowego stoiska. Ponadto nasz serwisant pozostaje do pomocy i dyspozycji wystawcy przez cały czas trwania imprezy. Przestrzegamy 3 podstawowych zasad: dbamy o wysoką jakość wykończenia stoiska, wszystko jest wykonane i połączone w całość zgodnie z dokumentacją techniczną, przygotowujemy dokumentację nawet instalacji elektrycznej (co niestety jest rzadkością). Przestrzegamy ram czasowych, zawsze staramy się oddać stoisko nawet przed terminem, co pomaga wystawcy rozpakować materiały promocyjne i odpowiednio wcześnie „zainstalować się”, aby w pierwszym dniu targów być gotowym na klientów. Istotne jest również dla nas utrzymanie porządku podczas wszelkich prac konstrukcyjnych. Jest to dla nas istotne nie tylko ze względu na przepisy BHP, ale ułatwia płynny przebieg prac, a przy tym dobrze to świadczy o nas jako firmie. Wyróżnia nas również podejście do otrzymanych zapytań ofertowych, a mianowicie, w naszym słowniku firmowym nie istnieją takie stwierdzenia jak: „nie da się”, „nigdy”, „to niemożliwe do wykonania”. Nasze niestandardowe pomysły, innowacyjne konstrukcje oraz wysoka jakość wykonania sprawiają, że nawet najbardziej pozornie niemożliwe realizacje stają się rzeczywistością. Dzięki temu posiadamy sporo stałych klientów, którzy do nas powracają. Jako członek założyciel Polskiej Izby Przemysłu Targowego oraz członek IFES (International Federation of Exhibition & Event Services), stale dążymy do zdobywania nowych doświadczeń i dzielenia się nimi na arenie międzynarodowej.

W obecnych czasach wszyscy kładą nacisk na zrównoważony rozwój. Czy również w branży targowej porusza się ten temat i jaki jest Pański stosunek do przestrzegania międzynarodowych norm?
Firma Meliński Minuth działa zgodnie z normami dwóch systemów ISO – Systemem Zarządzania Jakością ISO 9001 oraz Systemem Zarządzania Eventami ISO 20121. Obydwa te systemy są akceptowane i rozpoznawane na całym świecie. Już w 2001 roku, jako pierwsi z branży targowej w Polsce, wprowadziliśmy w firmie ISO 9001. Sprawna organizacja pracy, kontrola i optymalizacja procesów produkcyjnych zostały usystematyzowane. Zagwarantowało to wzrost jakości realizacji projektów, klarowność komunikacji między działami w firmie oraz terminowość wykonania usługi na linii klient-MM. Idea zrównoważonego zarządzania eventami po raz pierwszy pojawiła się w trakcie przygotowań Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Był to precedens, który zapoczątkował stworzenie przez Międzynarodową Organizację Standaryzacyjną ISO 20121, w którego opracowanie włączyło się 30 państw i instytucji. W obrębie nowego standardu zostały nakreślone ramy proekologicznych rozwiązań możliwe do zastosowania nie tylko przez organizatorów eventów, ale również przez poszczególnych uczestników łańcucha dostaw. Działanie to miało na celu zminimalizowanie negatywnego wpływu przemysłu eventowego na środowisko naturalne oraz identyfikację potencjalnie negatywnych skutków społeczno-gospodarczych. Jesteśmy dumni, iż jako pierwsza firma branży targowej w Europie wprowadziliśmy normę ISO 20121 już w 2014 roku. Na przestrzeni lat wypracowaliśmy szereg praktyk zgodnych z zaleceniami normy, takimi jak: ograniczanie emisji CO2, segregacja śmieci, odpadów produkcyjnych i targowych poddając je recyklingowi, oszczędność energii, efektywnie wykorzystywanie surowców, redukcja negatywnego wpływu na środowisko poprzez użycie atestowanych produktów i materiałów. Wprowadziliśmy również w życie nasz autorski Program Targowy, zgodnie z którym elementy zdemontowanych stoisk targowych są ponownie wykorzystywane przy tworzeniu kolejnych stoisk. Nasze proekologiczne podejście do ochrony środowiska rozpoczyna się już na etapie tworzenia projektu.
Czy starania firmy zostały zauważone i docenione?
Każde wyróżnienie jakie otrzymaliśmy w przeciągu 33 lat istnienia firmy, jest dla nas potwierdzeniem słuszności naszych działań i motywacją do dalszej pracy. Najbardziej satysfakcjonującą dla nas nagrodą jest zadowolenie i wdzięczność naszych klientów. Jednakże musimy przyznać, iż lubimy być doceniani i nagradzani. Najważniejsze nagrody i wyróżnienia to: Ekspozycja Roku – konkurs zorganizowany przez Polską Izbę Przemysłu Targowego, mający za zadanie promowanie polskiego wystawiennictwa, Lider Usług Targowych – którego celem jest podnoszenie jakości usług targowych, Poznański Lider Przedsiębiorczości – jest to inicjatywa władz lokalnych, wspierająca rozwój przedsiębiorstw w aglomeracji poznańskiej, Diamenty Forbesa – doceniono nas w rankingu dynamicznie rozwijających się przedsiębiorstw polskich, IFES AWARD – nagroda potwierdzająca naszą dbałość o środowisko naturalne. Pozostałe nagrody to: Acanthus Aureus, medale w konkursie Stoisko Roku, medale przyznane przez Międzynarodowe Targi Poznańskie, nagrody przyznane przez Centrum Targowe Amber Expo w Gdańsku oraz Targi Kielce.
Minęło ponad 30 lat od momentu powstania firmy Meliński Minuth. Czy dostrzega Pan jakieś zmiany jakie zaszły w tym czasie zarówno w firmie jak i w branży targowej?
Zmiany są ogromne. Obecnie mamy natychmiastowy dostęp do informacji oraz szybkie sposoby komunikacji, kiedyś posiadanie faksu było szczytem marzeń. W tej chwili można przesłać nawet umowy w przeciągu kilku chwil. Generalnie potrzeby klientów pozostały te same, chcą efektownych i funkcjonalnych stoisk. Zmieniły się technologie oraz oczekiwania dotyczące realizacji.
W latach 90-tych dominowały systemy aluminiowe, takie jak Octanorma i Syma. Na początku lat 2000 zaczęto stawiać na bardziej indywidualne projekty, a po 2010 roku pojawiła się konieczność optymalizacji kosztów. Obecnie klienci proszą o indywidualnie zaprojektowane stoiska, jednakże przeznaczają o wiele mniejsze budżety na realizacje targowe. Należy wspomnieć, że coraz większą rolę odgrywają multimedia oraz sztuczna inteligencja. Jednakże nic nie zastąpi spotkania face-to-face. Udowodnił to czas pandemii, który był największym kryzysem w branży targowej, a jednocześnie wyzwaniem dla nas wszystkich. Z dnia na dzień, nie były możliwe spotkania, organizacja jakichkolwiek wydarzeń, nawet śluby były zabronione. Zrodził się pomysł, aby iść w kierunku targów wirtualnych. Wygrała jednak natura ludzka, lubimy spotykać się, rozmawiać, oglądać i dotykać osobiście. Stworzenie wirtualnej iluzji na ekranie komputera nie było wystarczającą opcją prezentacji towaru. Pandemia spowodowała zmianę z podziale budżetu marketingowego we wszystkich przedsiębiorstwach. Środki finansowe wystąpień targowych zostały przesunięte w kierunku rozwoju multimediów oraz obecnie sztucznej inteligencji. Pandemia oraz obecna niekorzystna koniunktura gospodarczo-finansowa spowodowały również wzrost materiałów budowlanych, wzrost kosztów logistycznych, tj. transport, hotele, koszt robocizny itp., co oczywiście miało i nadal ma bezpośredni wpływ na koszt zabudowy targowej. Pogodzenie tych wszystkich elementów stanowi nie lada wyzwanie.
Co uważa Pan za swoje największe osiągnięcie w ciągu tych ponad 30 lat?
Jak dla mnie, największym osiągnięciem jest stworzenie firmy, która pomimo przeszkód, kryzysów i innych zawirowań losu, nie tylko przetrwała na rynku, ale nadal się rozwija. Branża targowa nie jest łatwa, wymaga ciągłego dostosowywania się do zmieniających się warunków. Fakt, że dziś mogę patrzeć na dorobek tych lat z satysfakcją, jest dla mnie największą nagrodą.
W jaki sposób firma Meliński Minuth bierze udział w szerokorozumianym życiu publicznym?
Od samego początku firma nie była obojętna w stosunku do kwestii społecznych.
Wierzymy, że edukacja przyszłych pokoleń jest gwarancją przetrwania idei wystawiennictwa, w tym wystawiennictwa targowego.
Chciałbym wspomnieć o naszej długoletniej współpracy z Pracownią Programów Edukacyjnych i Współpracy z Przemysłem, prowadzoną przez panią profesor Katarzynę Laskowską. Z jej inicjatywy powstał Program Edukacyjno-Projektowy (PE-P) na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, którego celem jest łączenie edukacji projektowej z branżą meblową. Z jednej strony młodzi projektanci zapoznają się z procesem produkcji masowej, dzięki czemu uczą się projektowania przemysłowego. Najlepsi z nich często otrzymują oferty zatrudnienia przez najlepsze firmy produkujące meble.
Kolejną naszą współpracę akademicką nawiązaliśmy z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Nasi pracownicy dzielą się wiedzą z zakresu znajomości branży targowej ze studentami UEP w ramach przedmiotu „Targi i Wystawy Międzynarodowe”. Jesteśmy również w jury konkursu na najciekawszy konspekt imprezy targowej. Muszę przyznać, że wyobraźnia młodego pokolenia zadziwia mnie swoimi nietuzinkowymi pomysłami.
Na dowód dobrze rozwijającej się współpracy mogę wspomnieć, że firma Meliński Minuth została Srebrnym Partnerem obchodów Jubileuszu 100-lecia Uniwersytetu Ekonomicznego. Jesteśmy bardzo dumni z tego faktu i cieszymy się na wspólnie podejmowane inicjatywy.
Razem z Polską Izbą Przemysłu Targowego i jej Członkami braliśmy aktywny udział w tworzeniu projektu Monter Expo, którego celem było stworzenie zawodów bezpośrednio przygotowujących do prac związanych z konstrukcją, montażem oraz demontażem, ekspozycji targowo-wystawienniczych. Projekt powstały w współpracy z Zespołem Szkół Budowlano Drzewnych w Poznaniu jest odpowiedzią na coraz większe trudności w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników w tym zakresie.
Podsumowując, obejmujemy swoim patronatem różne stopnie edukacji targowej, od monterów poprzez project managerów po projektantów. Jestem szczerze przekonany, że dzięki tym działaniom, gwarantujemy przetrwanie branży targowej, a jednocześnie stwarzamy młodym ludziom możliwości zatrudnienia.
Rozmawialiśmy o zrównoważonym rozwoju oraz ochronie środowiska. Dołączyliśmy do inicjatywy propagowanej przez Posadzimy.pl, polegającej na sadzeniu drzew i uzupełnianiu ubytków drzewostanu polskich lasów. Zaprosiliśmy do tej inicjatywy naszych klientów, czyli im więcej stoisk targowych zbudujemy, tym więcej zasadzimy drzew. Jesteśmy dumni, że posadziliśmy już 210 drzew.
Coś z naszego podwórka … dosłownie 😉 ….. pracownicy sami, z własnej inicjatywy, stworzyli przyzakładową łąkę kwietną.
Jako firma wspieramy różne fundacje społeczne, domy dziecka i zakłady opiekuńczo-wychowawcze. Pracownicy regularnie uczestniczą w akcjach charytatywnych, takich jak Wampiriada (mamy nawet w swoich szeregach rekordzistę, który oddał ponad 21 litrów krwi), Nakarm Psa, Szlachetna Paczka czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
Generalnie, pomagamy bo możemy 😊.

Czy ma Pan jakieś hobby, pasje?
Od zawsze byłem osoba pełną energii, a najlepszym sposobem na zużycie tej energii był sport. Najbardziej lubię wszelkie dyscypliny lekkoatletyczne. Niejednokrotnie byłem uczestnikiem maratonów i półmaratonów, które były organizowane w bardzo różnych lokalizacjach (Berlin, Istambuł, Nowy York). Nawet swoje 70-te urodziny uczciłem biegiem udowadniając, że jeszcze jestem w dobrej formie 😉. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez jazdy na nartach. Tę pasję podziela również moja żona, więc co roku planujemy wyjazdy w góry. Dla mnie sport to nie tylko aktywność fizyczna, to filozofia, sposób życia, stan umysłu i kuźnia charakteru w jednym. To właśnie dusza sportowca pomogła mi w rozwoju samodyscypliny i wytrwałości w dążeniu do celu, cechy, które okazały się niezbędne w zarządzaniu przedsiębiorstwem.

NAJWAŻNIEJSZE NA ZAKOŃCZENIE…
- Kim jest Andrzej Meliński? Człowiekiem. Zwykłym człowiekiem z niezwykłym apetytem na życie.
- Czym jest sukces?
Sukces to akceptacja tego co los ofiarował i przekształcenie w coś trwale pięknego, co daje satysfakcję i maluje uśmiech na twarzy. Sukcesem w życiu prywatnym jest stworzenie kochającej się rodziny. Moje małżeństwo ma już ponad 50-letni staż, a ja nadal patrzę z podziwem na moją żoną, tak jak w dniu kiedy ją poznałem. - Czy lubi Pan uczyć? Tak, i to bardzo. Lubię uczyć, ale lubię być również uczniem 😉
- Jeśli Pan nagle znika, gdzie można Pana znaleźć? Jestem ogromnym fanem kolejnictwa i mam zbudowaną dużą makietę z modelami pociągów, torów, stacji kolejowych. Na całe szczęście moja żona wie gdzie mnie znaleźć 😉
- O czym Pan marzy? No cóż … moje marzenia to temat na kolejny wywiad 😉
